Apple Airport

Miłosz Bolechowski

czas czytania: 2 min
Poniższy artykuł jest fragmentem większej całości, opublikowanej kiedyś jako „cudawianki 2015” — klikając w ten link możesz zobaczyć całość.

Zmieniając w ubiegłym roku lokum na większe, podjąłem decyzję, że będzie to dobry moment na zmianę routera, udostępnionego przez usługodawcę na coś porządniejszego. Przyznaję otwarcie, że nie robiąc żadnego rozeznania, bez chwili wahania zdecydowałem się na Apple Airport Extreme.

Miałem świadomość, że pewnie na rynku są dostępne lepsze produkty albo porównywalne w zakresie parametrów i możliwości, a dużo tańsze, ale mimo to padło na Airporta z dwóch powodów. Po pierwsze – bo można go obsługiwać za pomocą systemowej aplikacji Airport Utility i po drugie – bo dobrze wygląda. Serio. Znacie jakikolwiek inny router, który może stać na biurku?

Gdybym napisał, że od tamtej pory zniknęły wszystkie moje problemy z siecią bezprzewodową w domu, byłoby to napisane na wyrost, ale rzeczywiście, stabilność działania sieci i uzyskiwane w niej prędkości poprawiły się znacząco.

Z czasem uznałem jednak, że sygnał w sypialni u góry jest niewystarczający, a dodatkowo zamarzyłem sobie uczynić umieszczony tam sprzęt grający – odbiornikiem AirPlay.

Dokupiłem więc Airport Express, który skonfigurowałem w trybie rozszerzenia istniejącej sieci. Zyskałem dzięki temu lepszy sygnał sieci Wi-Fi oraz wspomniany AirPlay na dużych głośnikach. I tym razem byłem bardzo zadowolony, zwłaszcza z bardzo stabilnego AirPlay, ale także z możliwości obsługi i tego urządzenia za pomocą Airport Utility.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to o sposób umieszczenia gniazd Ethernet na tylnej ściance większego Airporta.

Rozumiem, że umieszczenie ich poziomo, jednego nad drugim, świetnie wygląda na zdjęciach, a dodatkowo sprawia, że tył jest symetryczny, ale wygoda podłączania/odłączania wtyczek mocno na tym cierpi. Gdy bowiem zajęte są wszystkie gniazda (o co nietrudno), żeby złapać wtyczkę palcami, trzeba się zmieścić między innymi wtyczkami i przewodami. Gdyby gniazda umieszczone były w pionie (czyli niejako bokiem), każdą wtyczkę można byłoby odłączyć bez trudu. Z drugiej strony, znając Apple i wiedząc, że tam estetyka przeważnie wygrywa z użytecznością (pamiętacie gniazdo SD z tyłu Maka mini?) nie powinienem być zaskoczony.

recenzje sprzętucudawianki_2015sprzęt komputerowyakcesoria komputeroweroutery

dyskusja