Rebel East

Miłosz Bolechowski

czas czytania: 2 min
Poniższy artykuł jest fragmentem większej całości, opublikowanej kiedyś jako „cudawianki 2016” — klikając w ten link możesz zobaczyć całość.

Nie pamiętam już od jak dawna pracuję dwoma aparatami jednocześnie podczas reportażu ślubnego. Biorąc pod uwagę fakt, że używam wyłącznie stałoogniskowych obiektywów nie ma w tym nic dziwnego, a i jest to swego rodzaju standard w tej branży.

Próbowałem różnych rozwiązań, które pozwalałyby na zawieszenie na sobie dwóch korpusów i na wygodną nimi pracę. Szelki Rebel East zdecydowanie są najwygodniejszym, a przy okazji najbardziej eleganckim z nich. Są przy tym znakomicie wykonane, a przez fakt, że są w całości ze skóry sprawia, że przyjemnie będzie obserwować jak godnie się starzeją. Po pierwszym przepracowanym sezonie nie zauważam jednak żadnych oznak zużycia, nawet na krawędziach, co do których myślałem, że będą się wycierać od prowadzenia po nich uchwytu z aparatem. Co więcej, do dziś pachną jak nowe. A kwestia stylu czy szeroko rozumianej elegancji? Na każdym tegorocznym ślubie zdarzyła się co najmniej jedna osoba (a na niektórych nawet po kilkanaście osób), która skomplementowała mnie w tych szelkach.

Twórcy piszą, że ich celem była „wygoda, styl i bezpieczeństwo naszego sprzętu” i, rzeczywiście, nawet z tym ostatnim udało się świetnie, bo nigdy nie byłem tak spokojny o aparaty, które zwisały mi po bokach. Całość jest też na tyle wygodna, że nawet podczas sesji, na których pracuję zwykle jednym aparatem, używam tych samych szelek, podpinając nieużywany karabińczyk do specjalnie w tym celu umieszczonego uchwytu na górnej części paska.

Polecam każdemu, kto fotografuje po kilka czy nawet kilkanaście godzin dziennie, głównie dwoma aparatami i komu zależy na niebanalnej aparycji.

sprzęt fotograficznyrecenzje sprzętucudawianki_2016akcesoria fotograficzne

dyskusja